Gdy choroba nagle zmienia codzienność, trudno znaleźć książkę, która nie ucieka ani w tani optymizm, ani w rozpacz. Szału nie ma, jest rak to szczera rozmowa z księdzem Janem Kaczkowskim o chorobie, śmierci, wierze, pracy hospicyjnej i zwyczajnym pragnieniu życia. Wyjaśniam, czym jest ta publikacja, co ją wyróżnia, dla kogo może być ważna i czego lepiej po niej nie oczekiwać.
Krótka książka, która mówi o raku bez patosu
- Forma publikacji to wywiad-rzeka Katarzyny Jabłońskiej z Janem Kaczkowskim.
- 144 strony wystarczają, by poruszyć temat choroby, śmierci i godnego życia bez rozwlekania narracji.
- To nie jest powieść ani poradnik medyczny, lecz osobista rozmowa i świadectwo.
- Największą siłą książki pozostają bezpośredniość, humor i trzeźwe spojrzenie na cierpienie.
- Najlepiej sprawdzi się u osób, które potrzebują rozmowy o chorobie bez udawania, że wszystko będzie łatwe.

To nie powieść, lecz rozmowa z człowiekiem postawionym wobec choroby
Najważniejsze rozróżnienie jest proste. Szału nie ma, jest rak nie należy do powieści, choć czyta się ją momentami jak mocną, osobistą opowieść. To wywiad-rzeka Katarzyny Jabłońskiej z księdzem Janem Kaczkowskim, wydany przez Bibliotekę Więzi w 2013 roku.
Książka ma 144 strony, więc nie próbuje stworzyć pełnej biografii duchownego. Zamiast chronologicznego życiorysu dostajemy rozmowę o tym, co naprawdę interesuje czytelnika: jak człowiek reaguje na diagnozę, jak rozmawia o umieraniu i jak zachować podmiotowość wtedy, gdy ciało coraz bardziej ogranicza niezależność.
Właśnie dlatego nie traktowałbym tej publikacji jak klasycznej historii o walce z rakiem. Jej sednem nie jest spektakularne zwycięstwo nad chorobą, ale codzienne życie pomimo świadomości śmierci. To różnica, która nadaje rozmowie wiarygodność.
Kim był Jan Kaczkowski i dlaczego jego głos wybrzmiewa tak mocno
Jan Kaczkowski był księdzem zaangażowanym w tworzenie i rozwijanie hospicjum w Pucku. Organizował także Areopagi etyczne, czyli warsztaty dla studentów medycyny poświęcone trudnym decyzjom i relacji z pacjentem. W 2012 roku zdiagnozowano u niego nowotwór mózgu, a własna choroba nie wyparła wcześniejszych doświadczeń z pracy z osobami umierającymi.
To połączenie jest kluczowe. Kaczkowski nie mówi o chorobie wyłącznie z perspektywy pacjenta, ale też jako kapłan, opiekun i człowiek, który przez lata obserwował cierpienie innych. Dzięki temu jego wypowiedzi nie brzmią jak gotowe recepty. Są raczej próbą uczciwego nazwania tego, co zwykle zostaje przemilczane.
Najbardziej przekonuje mnie jego brak pozy. Nie udaje bohatera bez lęku, nie zamienia raka w metaforę uszlachetniającej próby i nie obiecuje, że odpowiednie nastawienie rozwiąże każdy problem. Potrafi mówić ostro, ironicznie, a chwilę później bardzo czule. Ta zmienność nie osłabia przekazu. Przeciwnie, przypomina, że chory człowiek nadal pozostaje człowiekiem z temperamentem, poczuciem humoru i prawem do złości.
O czym naprawdę rozmawiają autorzy
Choroba jest w tej książce punktem wyjścia do szerszej rozmowy o życiu. Autorzy dotykają kilku tematów, które warto czytać razem, bo dopiero wtedy widać pełny sens tej publikacji.
Śmierć bez teatralnego strachu
Kaczkowski nie osładza umierania, ale też nie przedstawia go jako całkowitej klęski. Mówi o lęku, cierpieniu, granicach medycyny i potrzebie przygotowania się do końca. Śmierć zostaje przywrócona codziennemu językowi, zamiast pozostawać tematem, o którym rodzina rozmawia dopiero w kryzysie.
Hospicjum i godność pacjenta
Rozmowa pokazuje, że opieka hospicyjna nie oznacza rezygnacji z człowieka. Jej celem jest łagodzenie bólu, pomoc w podejmowaniu decyzji i ochrona możliwie dużej samodzielności. Dla mnie to jeden z najcenniejszych wątków książki, ponieważ przesuwa uwagę z samej choroby na jakość życia chorego.
Wiara, która nie usuwa pytań
Religijny wymiar książki jest wyraźny, ale nie sprowadza się do prostych odpowiedzi. Wiara nie działa tutaj jak środek znieczulający na każde cierpienie. Pojawiają się wątpliwości, gniew i pytania, na które nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem.
Przeczytaj również: Instytut Stephena Kinga - o czym jest ta mroczna powieść?
Relacje z bliskimi
Choroba dotyka nie tylko pacjenta. Zmienia układ rodzinny, sposób rozmawiania i podział obowiązków. Książka podpowiada, że pomoc nie zawsze polega na mówieniu podnoszących na duchu słów. Czasem ważniejsze jest wytrzymanie czyjejś złości, ciszy albo bezradności.
Co działa najlepiej, a co może nie każdemu odpowiadać
Największą zaletą publikacji jest język. Rozmowa nie brzmi jak wykład z teologii ani instrukcja dla opiekunów. Kaczkowski używa ironii, anegdot i dosadnych sformułowań, dzięki czemu nawet trudne fragmenty pozostają żywe. Humor nie unieważnia cierpienia, tylko pozwala czasem odzyskać odrobinę oddechu.
Ważna jest także konstrukcja wywiadu. Pytania Jabłońskiej nie znikają za osobowością rozmówcy. Dopytuje, wraca do tematów i pozwala, by odpowiedzi nie zawsze były wygodne. Dzięki temu książka przypomina autentyczne spotkanie, a nie starannie wygładzony monolog.
Ograniczenie jest równie oczywiste. Czytelnik oczekujący szczegółowych informacji o leczeniu onkologicznym, rokowaniach lub procedurach medycznych nie znajdzie tu odpowiedzi. To nie jest poradnik medyczny i nie powinien zastępować rozmowy z lekarzem, psychologiem czy personelem hospicjum.
Nie każdy odbiorca odnajdzie się też w religijnym języku rozmowy. Nie trzeba jednak podzielać światopoglądu autora, aby docenić jego refleksje o odpowiedzialności, godności i relacjach. Najmocniejsze fragmenty mają wymiar uniwersalny.
Dla kogo ta książka będzie dobrym wyborem
Po tę lekturę mogą sięgnąć osoby chore, ich bliscy, wolontariusze hospicyjni, pracownicy ochrony zdrowia oraz czytelnicy zainteresowani biografiami ludzi, którzy działają mimo własnych ograniczeń. Szczególnie dobrze sprawdzi się u kogoś, kto nie potrzebuje pocieszenia na siłę, tylko uczciwej rozmowy o tym, co trudne.
Nie polecałbym jej jako pierwszej lektury osobie świeżo po diagnozie, jeśli temat śmierci wywołuje silny lęk. Książka jest pełna nadziei, ale nie omija umierania. W takiej sytuacji lepiej czytać ją powoli, robić przerwy i wybierać fragmenty adekwatne do własnej gotowości.
To także dobry wybór dla osób, które znają Jana Kaczkowskiego głównie z krótkich wypowiedzi lub cytatów krążących w internecie. Pełna rozmowa pokazuje człowieka bardziej złożonego niż motywacyjne hasła. Jest w niej odwaga, lecz także zmęczenie, zniecierpliwienie i świadomość własnych słabości.
Jak czytać tę książkę, żeby nie sprowadzić jej do historii o raku
Najłatwiej zacząć od przyjęcia, że nie dostajemy tu jednej lekcji ani jednej recepty. Książka działa lepiej, gdy czyta się ją jako zapis spotkania dwóch osób, które próbują rozmawiać o sprawach granicznych bez uciekania w banał.
- Nie szukaj w niej gotowej instrukcji postępowania z chorobą.
- Zwróć uwagę na fragmenty o języku, jakim mówimy do chorych.
- Porównaj perspektywę pacjenta z perspektywą opiekuna i duszpasterza.
- Zatrzymaj się przy pytaniach o samodzielność, zgodę na leczenie i granice pomocy.
Takie czytanie wydobywa z publikacji coś więcej niż wzruszającą historię. Pokazuje, że najtrudniejsze pytania dotyczą często nie samej śmierci, lecz tego, jak żyć uczciwie, kiedy nie da się już udawać pełnej kontroli.
Dlaczego ta krótka rozmowa nadal ma znaczenie
Szału nie ma, jest rak to wartościowa książka o chorobie, ale jeszcze bardziej o sposobie bycia wobec drugiego człowieka. Nie obiecuje łatwego spokoju i nie buduje legendy niezniszczalnego bohatera. Zostawia za to czytelnika z przekonaniem, że nawet w sytuacji granicznej można zachować język, humor, wybór i szacunek.
Jeśli miałbym wskazać jej najważniejszą lekcję, byłaby prosta: nie odbierajmy choremu prawa do prawdy, złości i własnego głosu. Właśnie dlatego ta niewielka publikacja nie kończy się wraz z ostatnią stroną, lecz wraca w rozmowach, które zwykle odkładamy na później.